Odchudzałam sie odkąd pamiętam. Raz udało mi się dużo schudnąć było to za sprawą diety strażników wagi-świetna dieta ale trzeba dużo samozaparcia. Ja byłam wtedy jeszcze panienką ,nie mniałam męża i dziecka więc przychodziło mi to z łatwością. Schudłam wtedy ok15kg. Potem po porodzie bo wtedy dużo mi zostało zapasów, próbowałam parokrotnie ale nici z tego a najgorszy był ENKORTON-zmora moich łez i nieprzespanych nocy.Pooperacji okulistycznej dostałam to świństwo i po nim puchłam od oddychania. Pomimo wielu prób po kilku miesącach każdej diety poddawałam się bo wskazówka wagi stała w miejscu. MÓJ TŁUSZCZ był jak TWIERDZA MODLIN-nie do zdobycia.Aż pomogło Dukanie-w końcu znalazł się Francuz i udało się granica 93kg została przełamana i sukcesywnie waga idzie do dołu. Powoli to powoli ale do takiej masy tłuszczu trzeba niezłej armii.
W fazie uderzeniowej waga z 96 zeszła tylko na 93kg i pomomo że ta faza u mnie była 7 dni po dwóch tygodniach powiedziałam do męża "Słuchaj kochanie albo ja, albo ona" mąż zapytał "I co zrobisz-daj spokój i przestań się wygłupiać.Co jej zrobisz?" "Wyrzucę ją przez okno jak nie drgnie" I o dziwo następnego dnia 1kg poszła w dół mniałam ochotę wypić lampkę szampama ale ale -NIE WOLNO. Od tamtej pory waga powolutku ale ciągle spada.
Jakich ja diet w życiu nie stosowałam . Zawsze byłam z tych co mają na czym usiąść iczym pooddychać ale teraz to zrobiło się to już męczące ale włożyłam wczoraj spudnicę którą kupiłam na chrzest synka a to było 4lata i 10kilo temu(ciasnawa ale za 2 kilo będzie ok) Ach bo od miesiąca Dukania na Dukanie pozbyłam się już 8kg balastu